Kategorie: Wszystkie | Bliski Wschód | Cypr | Historia | Kultura | Turcja
RSS
wtorek, 15 grudnia 2009
Grrrl Power

Zamknięta przez Trybunał Konstytucyjny kurdyjska partia DTP to jedna z niewielu (a w tym regionie świata z pewnością jedyna), w której absolutnie pierwszoplanowe funkcje sprawowały kobiety. Nie tylko stanowiły ponad 1/3 parlamentarzystów tego ugrupowania, ale dwukrotnie potrafiły siegnac po stanowisko prezesa i stanąć na czele całej partii. W rozgrywkach politycznych często to właśnie one okazywały się prawdziwymi fighterami, dominując nad ugodowym liderem Ahmedem Türkiem.

Kurdyjskie kobiety nie tylko w DTP potrafily namieszać. Poniżej czlonkinie PKK- dzieczynom z Cahalu wprawdzie nie dorównują, ale swój urok mają ;)

poniedziałek, 07 grudnia 2009
Turecka Neda Soltani?

 

Po miesięcznej agonii w szpitalu zmarła dzisiaj 17-letnia Serap Eser, ofiara kilku kurdyjskich wyrostków z przedmieść Stambułu. 8 listopada dziewczyna znalazła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie- w zaatakowanym koktajlami Mołotowa autobusie miejskim w dzielnicy Küçükçekmece. Chociaż sprawców ataku szybko schwytano i oskarżono o członkostwo w organizacji powiązanej z PKK, w uratowaniu życia nastolatce pomóc to nie mogło...

W tureckim internecie rozpętała się burza- Serap może szybko stać się symbolem „męczeństwa” z rąk „kurdyjskich terrorystów” i dowodem na porażkę prowadzonej od kilku miesięcy polityki otwarcia na aspiracje mniejszości etnicznych. Jeśli nacjonaliści podchwycą temat, pogrzeb dziewczyny stanie się okazją do politycznej manifestacji wymierzonej w mniejszość kurdyjską. Napięcie bowiem stale rośnie- w ciągu zaledwie dwóch dni z rąk członków PKK śmierć poniosło 7 tureckich żołnierzy, a w trakcie manifestacji w mieście Diyarbakır zginął jej 23-letni kurdyjski uczestnik.

Pokusa wykorzystania śmierci Serap do bieżącej walki politycznej może okazać się silniejsza niż zwykle ludzkie poczucie przyzwoitości. W takim wypadku będziemy mieli nową kobiecą ikonę- tym razem tureckiego nacjonalizmu.

sobota, 28 listopada 2009
Win bi xer hatin e welate xwe Kurdistan

Kolejne tabu zostało złamane- nie czekając na rozwój wydarzeń w Ankarze, zdominowane przez kurdyjską partię DTP władze miejskie Diyarbakiru postawiły pierwsze w Turcji tablice kierunkowe w języku kurdyjskim. Nie wiadomo jak długo postoją- prawdopodobnie są w świetle prawa nielegalne (min. zawierają nieobecne w tureckim alfabecie znaki: q, w i x).

Dosyć spokojna reakcja opinii publicznej może jednak oznaczać, że społeczeństwo w “separatystycznych znakach” nie widzi już zagrożenia i prędzej czy później pogodzi się z ich obecnością tak, jak pogodziło się z zalegalizowaniem języków mniejszości etnicznych w mediach elektronicznych. Republika skończyła niedawno 86 lat, chyba już czas najwyższy na mały lifting.

czwartek, 26 listopada 2009
Gore, Obama... Erdoğan?

Konserwatywny dziennik Zaman zachwyca się dzisiaj słowami Thorbjørna Jaglanda- Sekretarza Generalnego Rady Europy i szefa Norweskiego Komitetu Noblowskiego. Norweg chwali w nich Erdoğana, doceniając jego zaangażowanie w bliskowschodni proces pokojowy, pojednanie z Armenią i mniejszością kurdyjską. Według dziennika- trudno powiedzieć na ile jego wypowiedź została zmanipulowana- zasugerował też, że turecki premier byłby dobrym kandydatem do przyszłorocznej Pokojowej Nagrody Nobla...

Mam nadzieję, że nikt w Oslo Erdoğana na poważnie nie bierze pod uwagę. Jeśli przyznanie nagrody Obamie było błędem, to Nobel dla Erdoğana byłby po prostu zbrodnią – dla tureckiego laicyzmu zaś ciosem nieporównywalnie poważniejszym, niż wszystkie nierozważne decyzje Unii Europejskiej razem wzięte.

poniedziałek, 16 listopada 2009
Dramat w dwóch odsłonach- walka o tureckie media.

Chociaż już od kilku lat krytykuje się Turcję za spowolnienie niezbędnych reform wewnętrznych, wciąż niewielu zauważa przemianę rządzącej partii AKP z siły demokratycznej i liberalnej w ugrupowanie, które w celu wzmocnienia swojej pozycji wykorzystuje niskie standardy nieliberalnej tureckiej demokracji. Wiele z kroków podejmowanych przez rząd w ciągu ostatnich dwóch lat wzbudza spore kontrowersje- obok niejasnej sprawy Ergenekon, coraz głośniej jest o tureckim sektorze medialnym, którego niezależność w obliczu decyzji rządowych agencji wydaje się być w coraz większym stopniu zagrożona.

Bliskie związki świata polityki i biznesu nie są domeną wyłącznie turecką- na całym świecie wpływowi przedsiębiorcy szukają cennych znajomości wśród rządzących, chcąc zapewnić sobie ich przychylność przy podejmowaniu kluczowych dla swoich interesów decyzji. Nie inaczej jest w Turcji, gdzie o tradycja towarzyskich więzi łączących elity polityczne i ekonomiczne sięga początków okresu republikańskiego. Gdy na gruzach Imperium Osmańskiego nacjonalistyczne władze zapragnęły ograniczyć pozycję dominujących w tureckim handlu przedstawicieli mniejszości niemuzułmańskich, niemal od podstaw stworzyły narodową burżuazję- w pełni uzależnioną od władz, związaną z nimi poczuciem nie tylko wspólnych interesów, ale też laickiej ideologii. Chociaż kolejne fale liberalizacji tureckiej gospodarki przyniosły silnie związanej z państwem burżuazji nowych konkurentów, jej dominująca pozycja zachowana została do końca lat 90-tych.

W niczym od pozostałych sektorów gospodarki nie różniły się tureckie media. Kontrolowane przez najpotężniejszych przedsiębiorców tytuły prasowe miały w zwyczaju zmieniać swoją linię redakcyjną w zależności od relacji łączących właścicieli z czołowymi siłami politycznymi w kraju - tym bardziej, że spółki medialne stanowiły zazwyczaj tylko niewielką część wielkich rodzinnych holdingów, operujących w przeróżnych sektorach- od paliwowego po tekstylny. W momencie rywalizacji o państwowe przetargi troska o niezależność dziennikarską zwykle schodziła na dalszy plan...

Gdy w 2002 roku do władzy doszła nowa, niezwiązana z miejską burżuazją siła polityczna, tradycyjne media zachowywały wobec niej postawę dość przychylną. Nie jest łatwo ocenić, na ile wynikało to z chęci nawiązania przez właścicieli bliskich relacji z nową ekipą, a na ile z autentycznego poparcia redakcji dla liberalnych reform, których dokonywała AKP w czasie swojej pierwszej kadencji. Faktem jest, że pomimo rosnącej w silę pozycji tytułów konserwatywnych, często powiązanych z religijnym ruchem Gülena, media tradycyjne zdołały utrzymać dominującą pozycję na rynku i w momencie narastającego napięcia przed wyborami prezydenckimi w 2007 roku, przystąpić do otwartej krytyki rządu. Jak się miało wkrótce okazać, zwycięstwo wyborcze AKP i odsunięcie z Pałacu Prezydenckiego „laickiego hamulcowego” stanowić miały punkt zwrotny w relacjach rządu z tradycyjnymi mediami.

Okazja do pierwszej ingerencji na rynku medialnym pojawiła się niemal natychmiast po letnim zwycięstwie Erdoğana. Jeszcze przed wyborami, wiosną 2007 roku, w zaskakujących okolicznościach na światło dzienne wyszły poważne nieprawidłowości przy sprzedaży (dwa lata wcześniej) kontrolującej 20% tureckiego rynku reklamowego, drugiej co do wielkości grupy medialnej w kraju: ATV-Sabah. Poprzedni, po uszy zadłużeni współwłaściciele czołowej stacji telewizyjnej ATV i największego dziennika Sabah nielegalnie zataili przed organami kontrolnymi tajne protokoły dotyczące podziału udziałów w spółce, w rezultacie tracąc je na rzecz TMSF – rządowego funduszu ubezpieczającego depozyty. O ile samo przejęcie grupy medialnej nie wzbudziło w tym gorącym okresie większych kontrowersji, o tyle jej sprzedaż kilka miesięcy później sprowadziła na rząd falę krytyki.

Przepisy prawne ograniczające do 25% maksymalną wysokość udziałów zagranicznych inwestorów w spółkach medialnych sprawiły, że główny ciężar sfinansowania transakcji spaść musiał na przedsiębiorców tureckich. Potencjalnych oferentów odstraszyła wysoka minimalna cena - 1.1mld$ i w grudniu 2007 roku na polu walki pozostała tylko jedna firma. Blisko związana z rządzącą AKP, należąca do nowej anatolijskiej burżuazji Çalık Grup zasłynęła dotąd bliskimi związkami z turkmeńskim dyktatorem Turkmenbaszą oraz mianowaniem na stanowisko dyrektora generalnego zaledwie 26-letniego Berata Albayraka -prywatnie... zięcia premiera Erdoğana. Pomimo, że TMSF w przeszłości nie decydował się finalizować sprzedaży w sytuacji zgłoszenia się zaledwie jednego oferenta, tym razem od tej praktyki odstąpił.

Następne miesiące przynieść miały narastające wątpliwości co do zdolności oferenta wywiązania się z zawartej z TMSF umowy. Gdy w kwietniu 2008 roku, zaledwie 3 dni przed upłynięciem ostatecznego terminu, Çalık Grup sfinalizował wartą 1.1mld$ umowę okazało się, że sfinansował ją dzięki 750mln$ kredytu uzyskanego w dwóch państwowych bankach- Halkbanku i Vakıfbanku. Krytycy od razu zwrócili uwagę na fakt, że dotąd w historii tych instytucji nigdy nie przyznano tak wysokich kredytów uznając, że były one wyłącznie efektem presji ze strony rządu a nie opartej na rachunku ekonomicznym racjonalnej decyzji. Wątpliwości wokół transakcji w jeszcze większym stopniu dotyczyły drugiego źródła, dzięki któremu Çalık Grup sfinansowała transakcję- nieznanej początkowo katarskiej Al Wasaeel International Media Company, która okazała się być spółką zależną rządowej (i znanej nam z afery stoczniowej) Qatar Investment Authority. Opozycja oskarżyła więc Erdoğana o wspieranie koncernu zięcia w jego poszukiwaniach partnerów zagranicznych w czasie swoich licznych wizyt nad Zatoką Perską.

Jak często w tureckiej polityce, brak konkretów umożliwiających rozwiązanie sporu na drodze sądowej nie przeszkadza odczuwać, że nie wszystko przy sprzedaży grupy ATV-Sabah przebiegało prawidłowo. Powiązania towarzyskie i rodzinne, udzielone w ostatniej chwili kredyty i zaangażowanie instytucji kierowanej przez katarskiego premiera pozostawić mogłyby jedynie niesmak. Stało się jednak inaczej- grupę ATV-Sabah, wedlug tureckiej tradycji, potraktowano jak przysłowiowy polityczny lup- usuwając najbardziej krytycznych wobec rządu publicystów i zmieniając w ten sposób linię redakcyjną na prawicową- umiarkowanie prorządową.

Po zneutralizowaniu ATV-Sabah, do konfrontacji z rządem stanął największy potentat na tureckim rynku medialnym, Aydın Doğan. Ten kontrolujący 40% tureckiego rynku reklamowego właściciel popularnych kanałów telewizyjnych (Kanal D, CNNTürk), 2 z 3 najbardziej poczytnych gazet (Hürriyet , Posta) oraz szeregu mniej popularnych lecz niezwykle prestiżowych tytułów (Milliyet, Radikal, Referans) do grona otwartych krytyków AKP dołączył stosunkowo późno, bo dopiero w gorącym 2007 roku. W przeszłości flirtujący z różnymi ekipami rządzącymi, oskarżany o traktowanie ewentualnego odsunięcia od obowiązków swoich najbardziej krytycznych dziennikarzy jako karty przetargowej w negocjacjach z politykami oligarcha nie najlepiej nadaje się do roli obrońcy wolności słowa i niezależności rynku medialnego od nacisków politycznych. Okoliczności sprawiły jednak, że w takiej roli się znalazł- coraz bardziej odsunięty od wewnętrznego kręgu biznesmenów zaprzyjaźnionych z rządem, zdecydował się odważnie zaatakować politykę rządu. Przeliczył się - zaledwie dwa lata po zmianie frontu jego medialne imperium znajduje się o krok od całkowitego upadku.

Napięcie na linii Doğan- Erdoğan, choć sięga wyborów w 2007 roku, nasiliło się latem i jesienią 2008 roku, gdy media kontrolowane przez oligarchę najpierw wydawały się popierać zamknięcie AKP przez Trybunał Konstytucyjny, a następnie jako pierwsze w Turcji opisały aferę korupcyjną powiązanej z rządzącą partią fundacji Deniz Feneri, oskarżonej w Niemczech o zdefraudowanie 18mln euro. W odpowiedzi na te publikacje Erdoğan w niewybredny sposób zaatakował opozycyjne media, nawołując swoich wyborców do ich bojkotowania, porównując Doğana do Ala Capone, czy grożąc – we wrześniu 2008 roku- jego przedsiębiorstwom, że “ci, którzy rzucają korupcyjnym błotem w AKP, w tym błocie sami utoną”. Agresywne wystąpienia premiera spotkały się z ostrożną krytyką nawet ze strony niektórych sympatyzujących z nim dziennikarzy. Jak się wkrótce miało okazać, w podporządkowanym Ministerstwu Finansów urzędzie skarbowym trwało już dochodzenie w sprawie nieprawidłowości, których Doğan Holding miał dopuścić się w okresie 2005-2007.

Pierwszą karę urząd skarbowy nałożył 17 lutego 2008r., uznając holding winnym naruszenia przepisów ograniczających do 25% udziały zagranicznych inwestorów w tureckich spółkach medialnych. Sprawa dotyczy zawartej w 2006 roku umowy z koncernem Axel Springer, który uzyskać miał 25% udziałów w Doğan Yayın. Zdaniem Ministerstwa Finansów i regulatora rynku elektronicznego RTÜK, w rzeczywistości udziały zagranicznego partnera wyniosły 32.5%, złamano też szereg innych przepisów ograniczających prawa zagranicznych inwestorów do udziałów w stacjach telewizyjnych i radiowych. Pierwsza, nałożona w lutym kara wyniosła 490mln$. Wysokość tej sumy, mało przejrzyste jej wytłumaczenie i okoliczności, w których podjęto decyzję o jej nałożeniu sprawiały wrażenie, że wbrew zapewnieniom premiera, sprawa w znacznym stopniu miała charakter odwetu na przeciwniku politycznym a nie rutynowej kontroli skarbowej, jak twierdził Erodğan.

Pierwsza kara okazała się dopiero początkiem problemów oligarchy. Intensywna kontrola finansów holdingu we wrześniu przyniosła dwie decyzje bez precedensu w historii tureckiej władzy skarbowej –karę w wysokości 2.5mld$, podwyższoną dwa tygodnie później do 3.3mld$, sumy wyższej niż wartość rynkowa całego należącego do oligarchy holdingu (która w ciągu ostatniego roku i tak już spadla o 1mld$). Znowu niezwykle skomplikowane uzasadnienie kary, co do którego oceny trwają spory wśród specjalistów od tureckiego prawa podatkowego, nie pozwala laikom na obiektywną ocenę samego faktu jej nałożenia. Jej wysokość jednak- najwyższa w historii Turcji- i skutek, jaki prawdopodobnie przyniesie- bankructwo firmy i przejęcie jej przez państwowy fundusz TMSF, przynoszą na myśl wydarzenia wokół grupy ATV-Sabah. Niektórym, choćby wielu opozycyjnym dziennikarzom, praktyki stosowane w putinowskiej Rosji.

Wrześniowe decyzje władzy skarbowej wprowadziły w popłoch turecką elitę biznesu. Szefowa TÜSİAD, największego zrzeszenia przedsiębiorców zaapelowała o konieczną reformę kontroli skarbowej i wzmocnienie jej niezależności od nacisków politycznych. Rząd jej krytykę uznał za nieobiektywną- Arzuhan Yalçındağ to bowiem (jaki ten świat jest mały) córka zagrożonego bankructwem krezusa i żona dyrektora generalnego jego holdingu. Oskarżenia o zbyt ścisłe podporządkowanie aparatu skarbowego rządowi pojawiały się już jednak od dawna i pochodziły nie tylko z kręgu rozgoryczonych, bo odsuniętych od rządowych zamówień starych elit biznesu. Opinie takie pojawiały się także wśród zagranicznych inwestorów oraz międzynarodowych instytucji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym na czele. Jeśli dodamy do tego powtarzające się oskarżenia TMSF o uleganie presji ze strony polityków przy zajmowaniu niewypłacalnych przedsiębiorstw oraz zależność wymiaru sprawiedliwości od nacisków zewnętrznych, ukaże nam się obraz kraju, w którym politycy dysponują narzędziami umożliwiającymi decydowanie o przetrwaniu lub upadku prywatnych przedsiębiorstw a to, czy z nich skorzystają zależy jedynie od ich dobrej woli. Wydaje się, że po wyborach w 2007 roku tej dobrej woli powoli zaczynać brakować...

Dalszy przebieg afery wokół finansów Doğana jest kluczowy nie tylko dla przyszłości tureckiej gospodarki, lecz przede wszystkim wolnych od nacisków politycznych mediów. Trzeba przyznać, że rządy AKP przyniosły, pomimo werbalnych ataków premiera na opozycyjnych dziennikarzy i wciąż obowiązujących przepisów ograniczających wolność słowa, okres najbardziej swobodnej dyskusji publicznej w nowoczesnej historii kraju. Prawdopodobnie nigdy dotąd nie toczyły się w mediach nieskrępowane debaty poruszające tematy tabu- jak masakry na Ormianach, dyskryminację mniejszości kurdyjskiej, autorytarny charakter kemalizmu czy rolę wojska w systemie politycznym. Lektura prasy powiązanej z rządem (w tym anglojęzycznego Today’s Zaman) udowadnia jednak, że stare tabu zastępowane jest przez tabu nowe. Media prawicowe koncentrując się na zwalczaniu wpływów wojska i “głębokiego państwa” zupełnie ignorują autorytarne tendencje obecnej ekipy, unikają obiektywnej oceny argumentów strony przeciwnej, ograniczając się do prezentowania poglądów obecnej władzy w sposób przypominający reżimowe media okresu “demokracji socjalistycznej”.

Nauczka wyniesiona ze sprzedaży grupy ATV-Sabah sprawia, że nie bezzasadne wydają się obawy o celowe doprowadzenie do bankructwa koncernu Doğana tak, by należące do niego media dostały się w ręce powiązanych z AKP przedsiębiorców. Pomimo powtarzających się zapewnień, rząd nie przedstawił dotąd reformy przepisów podwyższającej do 50% maksymalne udziały w spółkach medialnych dostępne dla inwestorów zagranicznych. Zawęża do niesłychanie liczbę potencjalnych oferentów z których część – zwłaszcza tych należących do tradycyjnej elity biznesu- zrezygnuje słusznie uważając, że angażowanie się w rynek medialny może nie tylko zaszkodzić ich pozostałym interesom, ale wręcz doprowadzić je do bankructwa tak, jak medialna część holdingu Doğana pociągnęła za sobą na dno również jego dochodowe paliwowe spółki.

Negocjacje Doğana z Ministerstwem Finansów mogą jeszcze przynieść ugodę- jak spekulują media- za cenę rezygnacji z części należących do niego tytułów (podobno może zachować tylko dziennik Hürriyet) i/lub odsunięcia od obowiązków najbardziej niechętnych rządowi dziennikarzy. W każdym wypadku tocząca się od dwóch lat batalia o tureckie media przypomina bardziej standardy panujące w Rosji, niż europejskich liberalnych demokracjach. Wbrew panującym na Zachodzie stereotypom udowadnia, że zagrożeniem dla wolności słowa przestają być osłabione w ostatnim czasie autorytarne elity laickie, a zaczyna siła uważane dotąd za reformistyczną – ekipa premiera Erdoğana. Najwyższy więc czas, by europejskie elity nieco bardziej krytycznie spojrzały na swojego negocjacyjnego partnera.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10